0 7 min 10 miesięcy

Zakończył się konwent starostów naszego województwa, którego gospodarzem był nasz starosta tucholski, pan Michał Mróz. Jaki był ten konwent? Nudny, wypełniony problemami, które wszyscy znamy. Owa monotonia jest całkowicie uzasadniona, bo największym problemem jest brak pieniędzy.

Zwolennicy stacji rządowych mogą być zaskoczeni, ponieważ od rana do wieczora jesteśmy „pompowani” newsami, że rząd stać na wszystko. Dziwi tylko skąd te środki, skoro wspomniany nie ma pieniędzy innych, niż nasze. Jeżeli żyje ponad stan, to oznacza tylko jedno – długi. Ciekawostką jest jednak to, że kiedy w tej sprawie zadajemy trudne pytania przedstawicielom władzy, oni wiją się jak piskorze, aby uniknąć odpowiedzi, a to tylko podsyca niepewność zadającego pytania. Poprzez idiotycznie skonstruowane umowy, utrzymujemy już inne państwo w dodatku chwaląc się tym na arenie międzynarodowej. Rząd dokonuje zakupów za niebotyczne kwoty i jak ognia unika podejrzeń o rozrzutność, którą widzi każdy Kowalski. Ma przy tym świetne wymówki: pandemię, wojnę, poglądy opozycji i broń ostateczną, podejrzenia o współpracę z Putinem. Zbliżające się wybory powodują gorączkę u tych wszystkich, których siedzenie samoistnie przyspawało się do fotela.

Trudno więc dziwić się samorządowcom powiatowym, że zachodzą w głowę jak utrzymać szpitale, opiekę medyczną, jak wyremontować drogi, które od ponad półwiecza rozpadają się na naszych oczach. Problemy można mnożyć, ale te trafiają w próżnię. Przez kilka godzin szacowne gremium debatowało jak w „Kongresie futurologicznym”. Przykre to i bez poprawności politycznej? Zdecydowanie tak!

Starostowie doskonale widzą z czym się borykają i wydają się być bezsilni wobec sytuacji, ona ich przerosła! Sytuację pogarsza też fakt, że gdy okazuje się, że ich apolityczność jest mirażem, a upodobania przekonaniem, wtedy budzą się demony, a te jak wiadomo…, nie chcą płacić.

Można odnieść wrażenie, że rząd próbuje zagłodzić powiaty, a to może oznaczać tylko jedno – ich likwidację. Oczywiście jest to możliwe nawet wtedy, gdy po najbliższych wyborach współrządzić będą Prawo i Sprawiedliwość, tzw. „zjednoczona opozycja” i Konfederacja, która będzie czarnym koniem tego wyścigu do władzy.

To właśnie w samorządach widać wyraźnie, że żyjemy w czasach dwóch wojen, tej za wschodnią granicą i domowej. Większości ludzi to nie interesuje, ich znajomość polityki utrzymuje się na opiniach pani Jadzi z mięsnego, która pamięta czasy, gdy mięso zawijała w gazetę. Widać wyraźnie, jak wielkie znaczenie mają media, które są siłami specjalnymi polityków w pacyfikowaniu świadomości, nastrojów lub mówiąc wprost… odmóżdżaniu Narodu.

Te prawdy objawione znali nawet nasi okupanci.

Wsłuchując się w słowa dyrektorów szpitali można dojść do wniosku, że jedyną formą pomocy, dostępną pacjentom, będzie kolejne pokolenie znachorów, szeptun i zapowiadaczek, bo lekarzy nie ma i nie będzie. Zanim ich wykształcimy i damy godne warunki życia, miną lata. W tym czasie tysiące pacjentów wymrze w tempie chorych na tzw. „pandemię covida”.

Znamienne jest to, że starostowie w pewnych kwestiach mówią jednym głosem, zachowując styl, szyk i elegancję wypowiedzi w stosunku do decydentów, których powinno się piętnować i to na każdym kroku. Nikt nie chce kolejnych 200 tysięcy nadmiarowych zgonów, a one będą i to w wyniku niedofinansowania szpitali powiatowych. Oczywiście i na to znalazła się szczepionka, która polegać ma na ich łączeniu. Problem w tym, że i na to nie ma pieniędzy. Co dalej? Nad nami wszystkimi wisi widmo zamykania szpitali.

Brak lekarzy, pielęgniarek i innego personelu nie wziął się z powietrza, to efekty skandalicznej polityki wszystkich rządów od czasów przemian. Personel, który powinien działać w Polsce, właśnie  ułożył sobie życie w Niemczech, W. Brytanii lub otworzył prywatne praktyki lub zmienił zawód, bo stał się tym: „wysokiego ryzyka”.

W spotkaniu starostów uczestniczyło około 60-ciu osób. Zaproszono również wójtów gmin i burmistrza Tucholi, elegancki gest organizatora, niestety, nie wszyscy to docenili. Dlaczego? To naturalne pytanie, a odpowiedź jest prozaiczna i zawsze związana z pieniędzmi. Wśród włodarzy gmin utarło się przekonanie, o którym mówią półgłosem, że powiaty są pasożytami, które wyciągają im kasę z gminnego kufra.

Dlaczego tak się dzieje? Ponownie kręcimy się wokół pieniędzy, wystarczy prześledzić kwoty subwencji i dochodów własnych gmin i powiatów. Dysproporcja poraża równie mocno, jak podzieleni partiami  samorządowcy – radni, na poziomie wspomnianych jednostek.

Doczekaliśmy czasów, gdzie każdy samorząd skrobie rzepkę na własny rachunek, aby tylko przetrwać, mając nad sobą miecz w postaci RIO. Kto schrzani budżet wylatuje – prosta zasada. Trudno im się dziwić, odpowiadają głową przed swoimi wyborcami. Ich „negatywny” głos wrzucony do urny wyborczej kończy karierę samorządowca, polityka itd. I tak ma być!

Obrazu konwentu dopełnia coś jeszcze, mamy do czynienia z ludźmi o ogromnym doświadczeniu, z których wiedzy powinna czerpać garściami, niedouczona władza centralna. Niestety, tak się nie dzieje, dlatego jest jak jest.

Biedę powiatów widać wszędzie, to jak ze skromnym daniem, które zamknięto w pięknym naczyniu.

Czy bycie starostą w dzisiejszej rzeczywistości, to wyzwanie, misja (często samobójcza) lub… pospolita głupota? Ktoś to jednak musi robić nawet za te marne pensje, które dla przeciętnego mieszkańca wydają się być iście „kosmicznymi”, nic bardziej mylnego.

To nie powiaty, czy gminy są chorobą Polski, a zdegenerowany władzą i pieniędzmi rząd i dlatego trzeba go wykopać prosto przed oblicze niezawisłego i odpolitycznionego sądu! Niestety, te również dogorywają.


Mariusz R.Fryckowski